Uciekamy z więzienia w A Way Out – recenzja

Uciekamy z więzienia w A Way Out – recenzja

Jestem świeżo po ukończeniu A Way Out – gry autorstwa studia Hazelight, która w ostatnim czasie notuje bardzo wysokie wyniki sprzedaży i jest na ustach niemal wszystkich graczy. Jest ku temu kilka powodów. Czy mają one jednak swoje uzasadnienie w samej rozgrywce i czy w ogóle warto zainteresować się kooperacyjną produkcją? Mam co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony gra wywołała u mnie autentyczne emocje i we wielu momentach bawiłem się naprawdę przednio, a z drugiej, gdy adrenalina nieco opadła i spojrzałem na grę z boku, okazało się, że nie jest ona pozbawiona większych lub mniejszych absurdów i ogromu niewykorzystanego potencjału.

Zapraszamy na seans

a way out interaktywny film

Zacznijmy od tego, że jeśli jesteście nastawieni na grę wypełnioną nieustanną akcją, musicie mieć świadomość, że w A Way Out faktycznie jej nie brakuje, ale bardzo często jesteśmy jej obserwatorami, a nie uczestnikami, którzy mają wpływ na to, co dzieje się na ekranie. Produkcja to bardziej interaktywny film niż pełnoprawna gra. Nie sposób nie przywołać tutaj produkcji ze stajni Telltale Games, które od A Way Out różnią się tylko tym, że główny nacisk stawiają na prowadzenie dialogów i są epizodyczne. W produkcji studia Hazelight bardziej niż na dialogach (mamy mało okazji do rozmów, podczas których wybieramy, co ma zostać powiedziane) skupiono się na wykonywaniu mini zadań. Wszystkie z nich wymagają pracy zespołowej. Jeśli miałbym na „oko” oszacować, ile jest tu faktycznego grania, a ile oglądania przerywników filmowych, powiedziałbym, że stosunek ten kształtuje się na poziomie 1 do 1. Mówiąc inaczej, gramy przez 50% czasu, reszta to bierne śledzenie kolejnych scen.

Graj z kimś albo w ogóle

Musicie wiedzieć, że w A Way Out nie da się grać bez faktycznego udziału drugiego gracza. Nie może on być zastąpiony sztuczną inteligencją. Dlatego też, przed zakupem tytułu, musicie znaleźć kogoś, kto ukończy tytuł razem z Wami. Kooperacja może odbywać się zarówno lokalnie, jak i przez sieć. Podczas przechodzenia A Way Out ani razu nie natrafiłem na problemy z dołączeniem do gry drugiego gracza. Czy powyższe informacje wiążą się z koniecznością nabycia dwóch egzemplarzy gry – po jednym, dla każdego z graczy? Nic z tych rzeczy. Dwie, a nawet więcej osób może grać na jednej kopii. Wygląda to tak, że jeden gracz kupuje grę, a następnie zaprasza do sesji swojego znajomego. W moim przypadku umówiłem się z kolegą, że A Way Out kupimy na „spółę”, dzięki czemu zakup stał się korzystniejszy. Przypominam, że aktualna cena gry to niecałe 120 zł. Niby niewiele, ale fakt, iż grę da się ukończyć w 5-6 godzin, powoduje, że być może część graczy dobrze zastanowi się przed wydaniem swoich pieniędzy. Co innego w momencie, gdy gra kosztuje nas połowę tej kwoty.

a way out szpital

Wiadomo, że w przypadku gry RPG kilka godzin to nic, ale jeśli tyle trwa interaktywny film, który ma wyraźne zakończenie (swoją drogą świetne) i opowiada jedną konkretną historię, nie jest to czas zbyt krótki.

Poznajcie Leo i Vincenta

Akcja gry nie toczy się w czasach współczesnych. Przenosimy się do Stanów Zjednoczonych i Meksyku, gdzie nikt nie słyszał o smartfonach, a motele szczyciły się kolorowymi telewizorami w pokojach. Właściwa historia zaczyna się we więzieniu, do którego przed chwilą trafił Vincent. Skazany spotyka tam Leo – drugą grywalną postać. Trzeba przyznać, że obaj znacząco się od siebie różnią. Leo to typ narwańca, któremu lepiej nie wchodzić w drogę, szczególnie gdy ten jest głodny. Więzień działa impulsywnie i lubi ryzyko, ale tylko pod warunkiem, że nie wiąże się ono ze zbytnim oddalaniem się od ziemi. Lęk wysokości Leo będzie okazją do niejednokrotnego uśmiechu. Vincent jest natomiast przeciwieństwem kolegi z sąsiedniej celi. Tym samym charakteryzuje się chłodnym i spokojny podejściem do pokonywania przeszkód oraz postawą, która nakazuje mu zostawianie za sobą jak najmniejszej liczby poszkodowanych cywili, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Bohaterowie zostali dobrze zarysowani, jak na to, że spędzimy z nimi zaledwie kilka godzin. Wraz z postępami dowiadujemy się coraz więcej o ich przeszłości oraz o prywatnym życiu, które jak bardzo łatwo można się domyślić, w przypadku osadzonych we więzieniu rzadko kiedy jest udane.

a way out leo

Bohaterowie zawiązują ścisłą współpracę, gdy na jaw wychodzi, że obaj mają wspólnego wroga. Żeby go dopaść, najpierw trzeba jednak opuścić mury więzienia. Vincent i Leo bynajmniej nie zamierzają grzecznie czekać do zakończenia odsiadki. Dalej cała historia nabiera tempa, chociaż osoby, które widziały już kilka filmów z motywem więzienia, nie znajdą tu raczej wiele odkrywczych momentów. Mało tego, ja sam domyśliłem się, jaki zwrot akcji nastąpi pod koniec opowieści, już mniej więcej w połowie grania. Na całe szczęście okazało się, że na nim sama gra się nie skończyła i miałem okazję, wraz ze swoim znajomym, doprowadzić historię do bardzo satysfakcjonującego końca.

a way out vincent

Kontrast pomiędzy dwoma grywalnymi postaciami sprawia, że często dochodzi do sytuacji, w których mają oni odmienne podejście do załatwienia danej sprawy. Jak to pogodzić? Muszą to zrobić sami gracze, którzy wybierają z czyjego pomysłu skorzystać. Ja wcielałem się w Vincenta, ale szczerze mówiąc, bardziej wolałem korzystać z rozwiązań zaproponowanych przez Leo. Były one po prostu bardziej szalone i bezkompromisowe, a przez to ciekawsze i emocjonujące.

Przede wszystkim współpraca!

Żeby ujrzeć napisy końcowe, dwójka graczy sterujących Vincentem i Leo musi nieustannie ze sobą współpracować. Nie od dziś wiadomo, że co dwie głowy to nie jedna. Nie sama głowa się tu jednak przyda. Rozwiązania problemów, które napotyka nasza dwójka, są bowiem banalnie proste. Wystarczy chwilę pokręcić się po niewielkich lokacjach, aby znaleźć potrzebne przedmioty, ukryte przejścia lub sposób na ominięcie strażników więziennych. Czasami nasi bohaterowie opuszczają zamknięte, małe lokacje i przenoszą się na nieco bardziej otwarty obszar. Nie zmienia to faktu, że grą rządzi liniowość, a wybory są tylko pozorne i prowadzą do tego samego (z jednym wyjątkiem), tylko w inny sposób.

a way out co-op

Jak wypada sama mechanika współpracy? Tu mam największe zastrzeżenia do A Way Out. Wykorzystanie tego, że musimy kooperować, udało się tylko na pół gwizdka. Bardzo często współpraca polega na tym, że to albo my jesteśmy podsadzani, ale to nas podsadzają, celem dostania się na podwyższenie. Wszystko zależy od tego, kto pierwszy pod nie dotrze. Na całe szczęście elementy współpracy polegające na tym, że gracz nr 1 musi nacisnąć jeden klawisz, a gracz nr 2 drugi lub ten sam (większość akcji to QTE) to nie wszystko, co gra ma do zaoferowania. Nie brakuje tutaj kreatywnego wykorzystania tego, że działamy w dwójkę. Należy do nich np. spływ łodzią, który jest bardzo emocjonujący i faktycznie wymaga porozumiewania się na czacie głosowym. Ten jest wbudowany w Origin. Ciepło wspominam także stanie na czatach i ostrzeganie o nadchodzącym niebezpieczeństwie. We większości przypadków gra tego jednak nie wymagała i rozumiałem się ze swoim współtowarzyszem zabawy bez słów. Głównie ze względu na to, że idziemy po sznurku. Poza tym gra zawsze informuje nas o tym, co mamy zrobić.

a way out poscig

Panuje tutaj duża różnorodność. Są momenty, w których gra zamienia się w uproszczoną skradankę, przygodówkę z łatwymi zagadkami opartymi na schemacie typu „znajdź przedmiot X i użyj go w miejscu Y”, symulator koszykówki i siłowni, ścigałkę, w której zasiądziemy za kierownicą auta i na motorze, przyjemną strzelankę z widokiem TTP, a nawet polem do rywalizacji, a nie tylko współpracy. W świecie gry znajdziemy bowiem bardzo dużo dodatkowych aktywności, w których możemy zmierzyć się ze swoim kolegą i pokazać mu kto jest lepszy. Mam tutaj na myśli darta, instrumentalną bitwę, rzucanie podkowami, utrzymywanie równowagi na wózku inwalidzkim, granie na automatach w bardzo prymitywną siatkówkę, mecz bejsbolu i inne, których już nie pamiętam lub ich nie odkryłem. Mini gierek jest naprawdę sporo.

Pół Twojego monitora należy do kogoś innego

Przejdźmy do warstwy technicznej. Być może zastanawiacie się jak ten cały co-op został zrealizowany. W końcu obaj bohaterowie nie zawsze chodzą ze sobą „za rączkę”. Osoby, które grały w tytuły oferujące lokalną współpracę doskonale wiedzą o opcji dzielonego ekranu. Tak samo odbywa się to w przypadku A Way Out. Nie zawsze jednak ekran jest podzielony na dwie równe części. Konfiguracje są różne. Czasami na naszym monitorze widzimy trzy okna, zdarza się, że podział odbywa się zarówno w pionie i poziomie, są sytuacje, w których jedno okno stanowi 2/3 części ekranu oraz takie gdzie podział nie występuje w ogóle. Krótko mówiąc, jest tu spora różnorodność i zawsze mamy podgląd na to, co widzi nasz towarzysz kontrolujący drugiego więźnia.

a way out kooperacja

Na osobny akapit zasługuje praca kamery. Ta potrafi być naprawdę świetna, co pozytywnie wpływa na efektowność scen, które bardzo często są ukazane z ciekawej perspektywy. Często, ale nie zawsze. Nie brakuje tutaj czasu na złapanie oddechu, może oprócz sekwencji rozgrywającej się w szpitalu. Tam kamera cały czas jest w ruchu i ani na chwilę nie pozwala nam na zwolnieniee tempa akcji. Gdy już myślimy, że te wszystkie efektowne przejścia to już szczyt możliwości kreatywnego ukazania wydarzeń A Way Out niespodziewanie zamienia się w Streeat Fightera czy innego Mortala Kombata i w prześmiewczej walce puszcza oko do fanów klasycznych bijatyk. Coś wspaniałego. Szkoda tylko, że tak intensywnych i kreatywnych momentów nie ma więcej.

Absurd goni absurd

Jeśli już przy kreatywności jesteśmy, warto wspomnieć, że w niektórych momentach jest jej aż za dużo, co przyczynia się do powstawania absurdalnych zachowań głównych bohaterów. Gra studia Hazelight to zdecydowanie produkcja dla starszych graczy. Nie brakuje tutaj mocnego języka oraz brutalności. Chciałoby się w takim przypadku nieco więcej realizmu. W końcu główni bohaterowie całej opowieści to zwykli ludzie, a nie herosi z kart komiksu Marvela. Tym samym wątpię, że mają wrodzoną zdolność omijania kul, które śle do nich kilkunastu funkcjonariuszy policji naraz z odległości kilku metrów. Takich głupotek jest więcej, co skutecznie wybija nas z „wczuwki” i przypomina, że to tylko gra.

Gra fika nawet na kilkuletnim sprzęcie

a way out minigierki

Grafika nie jest tutaj najważniejsza i to widać. Autorzy zdecydowali się na stylizowaną oprawę wizualną, co ma swoje plusy, ale może odrzucić część graczy. Pozytywne skutki takiej decyzji to przede wszystkim bardzo małe wymagania sprzętowe oraz fakt, że graficzna strona produkcji tak szybko się nie zestarzeje. Jak gra wygląda, każdy widzi, chociażby patrząc na zrzuty ekranu dodane w naszej recenzji. Sami oceńcie, czy oprawa się Wam podoba. Mnie osobiście przypadła do gustu, głównie ze względu na to, że jest estetyczna i w pewnym stopniu przypomina to, co widzimy w produkcjach Telltale Games. Do warstwy dźwiękowej nie mam żadnych zastrzeżeń.

Mocne zakończenie

A Way Out to produkcja, którą ciężko ocenić. Nie pozwala ona do końca wczuć się w opowiadaną opowieść. Jest to wina występowania od czasu do czasu jakiejś technicznej niedoróbki lub przerysowanych sytuacji. Sama fabuła także nie jest oryginalna. Historii o zemście i ucieczce z więzienia to coś, co doskonale zna większość graczy, miłośników kina i literatury. Z drugiej strony wywołuje ona sporo emocji za sprawą akcji ukazywanej w świetnych ujęciach kamery oraz fundamentu całej rozgrywki, czyli współpracy. To właśnie wymuszona kooperacja sprawia, że gra się przyjemnie i te kilka godzin mija bardzo szybko. Widać jednak niewykorzystany potencjał.

a way out zakonczenie

Akcja rozkręca się z czasem, ale w dalszym ciągu spotykamy się z banalnie prostymi zapychaczami, które mają za zadanie podkreślenie to, jak bardzo ta gra opiera się na współpracy. Tylko że w rzeczywistości bardzo często polega ona na wciśnięciu jednego klawisza przez obu graczy. Za dużo tutaj akcji typu „wynieś klucz francuski” z maleńkiego warsztatu, podsadź swojego towarzysza po raz dziesiąty lub przesuń powalone drzewo zamiast je po prostu przeskoczyć.

Ocena 7/10

Plusy:

  • oryginalne podejście do co-op
  • zróżnicowani bohaterowie
  • emocjonująca współpraca podczas niektórych akcji
  • w tym przypadku czas gry
  • świetna praca kamery
  • niewielkie wymagania sprzętowe
  • zakończenie
  • wymagany zakup tylko jednej kopii
  • niska cena

Minusy:

  • nie stanowi żadnego wyzwania – przechodzi się sama
  • całkowita liniowość i pozorne wybory
  • przewidywalna fabuła
  • niewykorzystany potencjał kooperacji
  • kilka absurdalnych sytuacji

Moje wrażenia spisałem po ukończeniu wersji przeznaczonej na komputery osobiste.

fot. EA / własne

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy do artykułu - Twój może być pierwszy!

pomidor

* Wysyłając komentarz, potwierdzasz znajomość regulaminu portalu. Autor komentarza ponosi odpowiedzialność za jego treść, z kolei wydawca portalu zastrzega sobie możliwość moderacji treści i publikacji wyłącznie komentarzy najlepszych merytorycznie.

[TEST] Monitor Philips 276E8VJSB – 4K w atrakcyjnej cenie

[TEST] Monitor Philips 276E8VJSB – 4K w atrakcyjnej cenie

Największą siłą przyciągania testowanego monitora jest bez wątpienia rozdzielczość. Wysokie zagęszczenie pikseli przekłada się na niesamowicie ostry i szczegółowy obraz, który robi wrażenie głównie podczas grania i oglądania filmów.

Capcom na fali. Według pierwszych ocen Devil May Cry 5 jest kole

Capcom na fali. Według pierwszych ocen Devil May Cry 5 jest kolejnym, wielkim sukcesem producenta

W chwili pisania tego teksu DMC 5 może pochwalić się średnią ocen na Metacritic na poziomie 91/100. Miejcie na uwadze, że w chwili obecnej na portalu znajduje się zaledwie 13 recenzji.

[TEST] Monitor AOC 24V2Q – budżetowy ideał?

[TEST] Monitor AOC 24V2Q – budżetowy ideał?

Za cenę nieco ponad 500 zł dostajemy nowocześnie wyglądający sprzęt z zaskakująco dobrą jak na ten przedział cenowy matrycą.

Metro Exodus – pierwsze recenzje i oceny.  Najlepsza odsłona ser

Metro Exodus – pierwsze recenzje i oceny. Najlepsza odsłona serii?

Pierwsze recenzje i oceny wskazują, że mamy do czynienia z hitem, który będzie wspominany jeszcze przez długi czas po swoim debiucie.

Najlepsze gry symulacyjne 2018 roku

Najciekawsze gry symulacyjne 2018 roku

Sprawdź, które z gier symulacyjnych wydanych w 2018 roku w pełni spełniły oczekiwania i zaskoczyły realizmem oraz ciekawą akcją. To pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć!

[TEST] Transcend MTS420S 120GB – szansa na drugie życie starszyc

[TEST] Transcend MTS420S 120GB – szansa na drugie życie starszych laptopów i ultrabooków

Dysk, który trafił do mnie na testy kusi głównie swoimi niewielkimi rozmiarami, które na starcie kwalifikują go jako idealne rozwiązanie do przyśpieszenia starszego laptopa lub ultrabooka.

Recenzja Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry  - udany powr

Recenzja Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry - udany powrót po latach!

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry nie jest przygodowką idealną. Jest w niej jednak to, co najważniejsze, czyli ogromna siła przyciągania, która zachęca do rozwiązania kolejnej zagadki i odkrycia tego, co będzie dalej.

Polub nas na Facebooku'u
W celu ułatwienia korzystania z serwisu, strona wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, korzystając z opcji swojej przeglądarki internetowej. Kliknij zgadzam się, aby informacja ta nie pojawiała się ponownie.
Zgadzam się