Recenzja Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry  - udany powr

Recenzja Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry - udany powrót po latach!

Larry miał swoje wzloty w postaci „Miłości na Fali” i upadki, o których fani chcieli jak najszybciej zapomnieć. Tak, Magna Cum Laude i Box Office Bust o was mówię. Zarówno jedne, jak i drugie produkcje zdążyły już obrosnąć kurzem. Dlatego też niezwykle ucieszyłem się, że po wielu latach doczekałem się nowych przygód fajtłapowatego podrywacza. W międzyczasie powstał świetny remake części pierwszej, który był w stanie skutecznie umilić oczekiwanie na coś świeżego.

Czy niemieckie studio Crazy Bunch zdołało przywrócić blask legendarnej serii Sierry? Zadanie było niewątpliwie trudne. Nowi nie mieli bowiem wsparcia Ala Lowe, twórcy kultowej przygodówki, który kilka lat temu skończył z tworzeniem gier. Pomimo tego naszym zachodnim sąsiadom się udało.

Jestem świeżo po ukończeniu gry i postaram się w obiektywny sposób przedstawić jej największe zalety i wady. Nie będzie to łatwe. Jestem fanem serii i zagrywałem się w nią od pierwszych części, w których Larry składał się z zaledwie kilkunastu pikseli.

Trudne początki

Pierwsze uruchomienie gry przywitało mnie bardzo prostym, acz stylowym menu. Opcje graficzne i dźwiękowe są tu bardzo ograniczone - jak na przygodówkę point and click przystało - i już po kilkudziesięciu sekundach potrzebnych na włączenie polskich napisów i zmiany rozdzielczości rozpocząłem Nową Grę.

Nie było to jednak takie proste. W Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry zastosowano bowiem system weryfikacji wiekowej znany z pierwszych odsłon, czyli zestaw pytań. Są one we większości naprawdę trudne i wymagają posiadania szerokiej wiedzy. Pomimo swoich 27 lat i licznych zainteresowań kilka pierwszych prób zakończyło się niepowodzeniem.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't weryfikacja, pytania

Quiz pojawia się tylko przy uruchomieniu Nowej Gry, a nie przy każdym odpaleniu produkcji

Po udzieleniu prawidłowych odpowiedzi moim oczom ukazał się Larry w swoim ikonicznym białym graniaku zamknięty w ciemnym pomieszczeniu z końcówki lat 80. XX wieku. Nowa wizja bohatera przypadła mi do gustu, dopóki ten się nie odezwał. Głos aktora, którym mówi Laffer jest wyjątkowo irytujący. Na całe szczęście wystarczyło kilka minut, abym się do niego przyzwyczaił.

Mistrz podrywu bardzo szybko przedostaje się do współczesnego świata, którego ni w ząb nie rozumie. Wynika z tego wiele zabawnych sytuacji, ale sceny początkowe potrafią nieźle zniecierpliwić gracza. Po wpadnięciu do Baru u Lewusa Larry jest z każdej strony atakowany nowymi dla niego rzeczami, które doskonale są znane współczesnemu człowiekowi. Szybko spowodowało to u mnie uczucie znużenia, ale już po kilkunastu minutach, gdy lawina nowych informacji znalazła swój koniec w obskurnym toalecie na tyłach baru, zdołałem się obudzić.

Śliwa, Instachłam, Timber...

Uważacie, że Rockstar jest mistrzem w naśmiewaniu się ze współczesnej popkultury? Jeśli tak to oznacza, że nie graliście jeszcze w Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry. Odniesienia do realnej rzeczywistości, stereotypów, współczesnej mody i największych paradoksów naszego zwariowanego świata są obecne na każdym kroku. Odnajdziemy je w dialogach, głównym wątku fabularnym, postaciach, a nawet elementach tła i interfejsu. To wszystko jest oczywiście oblane „ślizgaczem”, po to, żeby łatwiej wchodziło. Nie spodziewajcie się ukrytego drugiego czy trzeciego dna. Wszelkie nawiązania są podane jak na tacy i nie ma szans, że ktoś nie odszyfruje, do czego pili autorzy.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't trump

Donald i jego słynna paranoja

Nie oszczędzają oni nikogo. Lista wyśmiewanych tematów i grup społecznych jest naprawdę długa. Znajdziemy na niej metalowców, homosiów, polityków, hipsterów, panie pokazujące swoje wdzięki za pośrednictwem kamerek internetowych, miłośników piwa rzemieślniczego itd. W Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry nie brakuje mocnego języka. Jest go jeszcze więcej w polskiej wersji językowej, która dodaje go tam, gdzie nie robi tego wersja oryginalna.

Poziomu humoru nie przypadnie wszystkim do gustu, to pewne. 4/5 żartów bazuje tutaj na „wsadzaniu”, „przebiciu” i „tryskaniu”. Fallicznych kształtów w tej grze nie brakuje i nawet z pozoru niewinne przedmioty są nienaturalnie wydłużone i przeprojektowane w taki sposób, aby przypominały gumowe członki i inne gadżety, które znajdziemy w sklepie z asortymentem dla największych perwersów. W rozmowach także nie brakuje podtekstów.

W grze zawarto również żarty wyższych lotów. Są to głównie easter eggi nawiązujące do poprzednich odsłon serii. Niemcy co chwila puszczają oko do największych fanów. Widać to już od początku. Od razu trafiamy do legendarnego baru, na którego zapleczu znajdziemy zamurowany szkielet pewnego alfonsa, a w sklepie z zabawkami natkniemy się na tańczącego ogóra.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't dry, start, bar lewusa

Tę miejscówkę zna każdy fan

Wiele radości przyniosło mi odkrywanie nawiązania do dawnej ery komputerów i innych technologii. Larry co chwila myli jednostki pojemności pendrive’a – gigabajty z kilobajtami. Warto wspomnieć także o momencie, w którym jest zmuszony przewinąć kasetę. Robi się to dokładnie tak samo, jak w rzeczywistości lat 90. Rozwiązanie było dla mnie w tym wypadku oczywiste. Młodszym graczom dojście do niego może zając więcej czasu i prawdopodobnie nie docenią tego typu smaczków.

Trzy słowa do głównego scenarzysty: słabo, cudownie, tragicznie

Wątek fabularny przypadł mi do gustu, chociaż nie obyło się bez zgrzytów. Znajdziemy w nim wielką korporację, która jest parodią Apple'a i choć jej logiem nie jest brzoskwinka, to śliwka jest jej trafionym zamiennikiem. W całą aferę związaną z kłopotliwą premierą nowego PiPhone’a Larry wplątuje się tradycyjnie przypadkiem. Historia jest szalona, jak na serię przystało i zawiera twist, który daje się przewidzieć mniej więcej w połowie rozgrywki. Nie jest on godny zapamiętania ze względu na swoją sztampowość. Jeszcze gorzej wypada samo zakończenie. Czułem po nim ogromny niedosyt. Nie licząc pierwszych 20 minut gry i ostatnich 15 minut bawiłem się jednak przednio.

Głównie ze względu na świetnie zrealizowany motyw randkowania z coraz to kolejnymi panienkami. Kluczowe są w tym przypadku punkty zdobywane na Timberze, który jest odpowiednikiem rzeczywistego Tindera. Im więcej ich posiadamy, tym ponętniejsze laski zwracają na nas uwagę. Nie obyło się bez fałszowania zdjęcia Larrego oraz podkoloryzowania opisu. Wszystkie te działania bohater podejmuje, aby spełnić jeden z głównych celów gry, którym jest posiadanie 90 punktów. Pozwoli to na bliższe spotkanie z atrakcyjną bizneswoman, a przynajmniej tak myśli nasz napaleniec.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry nerdka z timbera

Inspiracja Wiedźminem?

Dużą trudnością jest ocenienie postaci występujących w Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry. Niemal wszystkie zostały rozpisane w kilku linijkach dialogów i tak naprawdę nie ma zbyt wiele czasu, aby zdążyć je polubić. Są one w dużej mierze stereotypowe i brakuje im oryginalności, może poza kilkoma wyjątkami, które można policzyć na palcach jednej ręki nieostrożnego drwala. Mamy tu do czynienia z typowymi nerdami komputerowymi, sportsmenką, która ma świra na punkcie swojej sylwetki i gejem drżącym na samą myśl o ujawnieniu swojej orientacji. Już chwilę po ukończeniu tytułu nie potrafiłem wymienić imion większości z nich. I nie jest to bynajmniej spowodowane problemami z pamięcią, bo Kosimazakiego, kapitan Kasię oraz Jańcię z „siódemki” nie mam w głowie do dziś.

Zagadki

Łamigłówki są szalone i wymagają od graczy kreatywności. Niemal wszystkie z nich są klasyczne i polegają na użyciu danego przedmiotu w konkretnym miejscu i czasie. Zaledwie część zagadek polega na odpowiednim wyborze kwestii dialogowych lub zdobyciu odpowiedniego kodu. Zabrakło za to puzzli opierających się na rozgryzieniu skomplikowanych mechanizmów przy pomocy licznych dźwigni i pokręteł. Ja za nimi nie przepadam i ich nieobecność jest dla mnie plusem. Nie uświadczyłem również żadnych elementów zręcznościowych.

Twórcom nie brakowało pomysłów przy tworzeniu zagwozdek, których rozwiązanie bardzo często sprowadza się do nietypowego łączenia przedmiotów. Czym przepchać zablokowaną fontannę? Przecież to oczywiste, należy połączyć gumową część przepychacza z uchwytem, którym jest długaśny i gruby ogórek wyciągnięty z sami wiecie czego podczas przeszukania na posterunku policji. Tego typu przykładów można podać dziesiątki.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't lalka

Nie pytajcie jak powstała ta lalka…

Pomimo absurdalnych kombinacji ani razu nie skorzystałem z solucji, ani nie zaciąłem się na amen. W ciągu około 9 godzin, które spędziłem z Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry, dwa razy zatrzymałem się na około kwadrans i z trzy razy błądziłem przez 5 minut. Przez większość czasu szedłem jak burza i w momencie rozwiązywania danej zagadki miałem już w głowie kolejne kilka posunięć (hihi) do przodu. To jedna z najłatwiejszych przygodówek, w jakie grałem i chyba pierwsza, przy której nie byłem zmuszony zajrzeć do poradnika. Niemniej jednak z zaciekawieniem parłem do przodu i nie licząc samego początku, nie odczuwałem znudzenia.

Kwestie techniczne

Grafika jest przepiękna. Rysowane dwuwymiarowe plansze zostały wypełnione licznymi szczegółami. Nie ma także powodu do narzekań na ilość różnorodnych lokacji. Na równie wysokim poziomie stoi oprawa dźwiękowa. Świetne są zarówno głosy postaci (oprócz początkowych problemów z Larrym), jak i odgłosy tła. Mam za to małe zastrzeżenia do polskiej wersji językowej. W dwóch przypadkach zauważyłem poważne błędy w tłumaczeniu. Wcale nie trzeba mieć 40 punktów, aby wejść do klubu!

Niestety nie mogę pochwalić interfejsu. Ekwipunek jest koszmarny. Z niewiadomych powodów nie widzimy wszystkich posiadanych przedmiotów w jednym oknie. Został on podzielony na mniejsze sekcje, które wymagają przełączania się pomiędzy nimi. Fatalne rozwiązanie z uwagi na fakt, że bardzo często posiadałem nawet 25-35 różnych przedmiotów. Gdy chciałem coś z czymś połączyć byłem zmuszony do przeklikania się od jednej sekcji ekwipunku do kolejnej. Stanowiło to prawdziwą katorgę w momencie, gdy się zaciąłem i łączyłem wszystko ze wszystkim.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry grafika

Lokacje wyglądają fantastycznie

Podobnie wyglądała sytuacja podczas dialogów. Zamiast wyświetlać wszystkie dostępne wypowiedzi naraz, autorzy postawili na scrollowanie - bardzo często po jedną dodatkową kwestię.

Z całą pewnością można by było usprawnić także używanie przedmiotów. Szukanie w ekwipunku po raz dwudziesty karty dostępu do windy może irytować. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby umożliwienie podróżowania bez jej wyciągania – wystarczy, że jest ona obecna w ekwipunku.

Zastrzeżenia mam również do animacji, a w zasadzie ich braku. Wyciągnięcie kawy z automatu, otworzenie zamka czy sięgniecie po klucz ze studzienki kanalizacyjnej za pomocą wymyślnej „wędki”, sprowadza się do odegrania jednego i tego samego dziwnego ruchu z dala od „klikanego” obszaru.

To już koniec? Niekoniecznie

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry nie jest przygodowką idealną. Jest w niej jednak to, co najważniejsze, czyli ogromna siła przyciągania, która zachęca do rozwiązania kolejnej zagadki i odkrycia tego, co będzie dalej. Najważniejsze to wytrwać te pierwsze kilkanaście minut. Potem będzie już tylko lepiej, a nawet świetnie, ale tylko do momentu zakończenia, które pozostawiło mnie z ogromnym rozczarowaniem i niedosytem.

Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry afroamerykanka z timbe

Było już tak blisko, ale skończyło się jak zawsze

Zapewne za miesiąc nie będę pamiętać już żadnych imion, ale bez problemu będę w stanie wymienić kilka „chorych” łamigłówek, których rozwiązanie jest obleśne i dam radę odtworzyć część spotkań z panienkami, podczas których było już blisko tego, żeby Larry w końcu zaliczył.

Już teraz wiem, że będę chciał powrócić do Leisure Suit Larry - Wet Dreams Don't Dry. Będę chciał odkryć jeszcze więcej easter eggów i wybrać inne opcje dialogowe podczas rozmów. Ciągnie mnie do tego już teraz, zaledwie kilka godzin po pierwszym ukończeniu produkcji. To chyba najlepsza rekomendacja.

Cena: 109,99 zł

Plusy:

  • wciąga
  • forma klasycznej przygodówki
  • ciekawe zagadki
  • panienki z Timbera
  • liczne easter eggi
  • dla niektórych humor
  • grafika
  • długość rozgrywki
  • cena
  • ponowne przejście ma sens
  • możliwość podświetlenia przedmiotów

Minusy:

  • sztampowi bohaterowie
  • niski poziom trudności
  • ekwipunek
  • zakończenie
  • za dużo klikania

Grę kupiłem za własne pieniądze.

fot. własne

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy do artykułu - Twój może być pierwszy!

pomidor

* Wysyłając komentarz, potwierdzasz znajomość regulaminu portalu. Autor komentarza ponosi odpowiedzialność za jego treść, z kolei wydawca portalu zastrzega sobie możliwość moderacji treści i publikacji wyłącznie komentarzy najlepszych merytorycznie.

[TEST] Monitor Philips 276E8VJSB – 4K w atrakcyjnej cenie

[TEST] Monitor Philips 276E8VJSB – 4K w atrakcyjnej cenie

Największą siłą przyciągania testowanego monitora jest bez wątpienia rozdzielczość. Wysokie zagęszczenie pikseli przekłada się na niesamowicie ostry i szczegółowy obraz, który robi wrażenie głównie podczas grania i oglądania filmów.

Capcom na fali. Według pierwszych ocen Devil May Cry 5 jest kole

Capcom na fali. Według pierwszych ocen Devil May Cry 5 jest kolejnym, wielkim sukcesem producenta

W chwili pisania tego teksu DMC 5 może pochwalić się średnią ocen na Metacritic na poziomie 91/100. Miejcie na uwadze, że w chwili obecnej na portalu znajduje się zaledwie 13 recenzji.

[TEST] Monitor AOC 24V2Q – budżetowy ideał?

[TEST] Monitor AOC 24V2Q – budżetowy ideał?

Za cenę nieco ponad 500 zł dostajemy nowocześnie wyglądający sprzęt z zaskakująco dobrą jak na ten przedział cenowy matrycą.

Metro Exodus – pierwsze recenzje i oceny.  Najlepsza odsłona ser

Metro Exodus – pierwsze recenzje i oceny. Najlepsza odsłona serii?

Pierwsze recenzje i oceny wskazują, że mamy do czynienia z hitem, który będzie wspominany jeszcze przez długi czas po swoim debiucie.

Najlepsze gry symulacyjne 2018 roku

Najciekawsze gry symulacyjne 2018 roku

Sprawdź, które z gier symulacyjnych wydanych w 2018 roku w pełni spełniły oczekiwania i zaskoczyły realizmem oraz ciekawą akcją. To pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć!

[TEST] Transcend MTS420S 120GB – szansa na drugie życie starszyc

[TEST] Transcend MTS420S 120GB – szansa na drugie życie starszych laptopów i ultrabooków

Dysk, który trafił do mnie na testy kusi głównie swoimi niewielkimi rozmiarami, które na starcie kwalifikują go jako idealne rozwiązanie do przyśpieszenia starszego laptopa lub ultrabooka.

[TEST] Transcend StoreJet 25M3S 2TB – duża szybkość w połączeniu

[TEST] Transcend StoreJet 25M3S 2TB – duża szybkość w połączeniu ze skuteczną ochroną danych

StoreJet 25M3S nie tylko pozwoli skuteczniej zabezpieczyć ważne dane, nośnik firmy Transcend przyczyni się także do zaoszczędzenia znacznej ilości czasu potrzebnego na ich przekopiowanie.

Polub nas na Facebooku'u
W celu ułatwienia korzystania z serwisu, strona wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, korzystając z opcji swojej przeglądarki internetowej. Kliknij zgadzam się, aby informacja ta nie pojawiała się ponownie.
Zgadzam się