Już wkrótce na liście uzależnień mogą znaleźć się zaburzenia grania
To czy gry można porównać do narkotyków od wielu już lat budzi zażarte dyskusje. Punktem wspólnym obu „używek” miałoby być oczywiście to, że prowadzą one do uzależnienia. Z własnego doświadczenia wiem, że coś w tym jest. Za czasów szkolnych potrafiłem grać nawet po kilkanaście godzin dziennie. Na całe szczęście to przeszłość, ale w swoim środowisku w dalszym ciągu spotykam się z osobami, które ewidentnie mają problemy z oderwaniem się od monitora, a gdy już do tego dojdzie, wykazują niepokojące zachowania.
Zapewne takie same rzeczy u części graczy zaobserwowała Światowa Organizacja Zdrowia, która ma zamiar wpisać zaburzenia grania znane bardziej pod ich angielską nazwą gaming disorder na listę Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób na rok 2018. Co to oznacza dla nas, graczy? Może to spowodować, że „krzykacze”, którzy od wielu lat próbują przekonać opinię publiczną, że gry to dzieło najwyższego zła i bardzo często są głównym powodem popełniania przestępstw, zyskają na sile, dostając do rąk kolejny argument na potwierdzenie swojej tezy.
Należy mieć świadomość, że wpisanie zaburzeń grania, które specjaliści definiują jako „upośledzenie kontroli nad graniem” na oficjalną listę, nie zostało jeszcze potwierdzone. Dokument, w którym znalazł się zapis, w dalszym ciągu pozostaje w fazie projektowania. O tym, że zaburzenia nie znajdą się na liście, mogą przesądzić eksperci, którzy uważają, że „taki problem nie istnieje”. Swoje twierdzenia opierają oni na badaniu aktywności mózgu podczas rozgrywki.
Pozwoliły one ustalić, że aktywowanie się podobnych części mózgu jak w przypadku nadużywania substancji psychoaktywnych oraz uwalnianie się dopaminy jest tylko powszechnie powtarzanym mitem i nie ma żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dzieje się tak bowiem podczas każdej czynności, którą uznajemy za przyjemną, a nie tylko podczas grania. Wymienić tu należy, chociażby jedzenie słodyczy. Co ciekawe takiego działania nie zauważymy u osób zażywających niektóre z narkotyków.
Część naukowców zwraca uwagę na to, że problem jest znacznie szerszy i nie można go przypisać jedynie do grania w gry komputerowe. Uważają oni, że z tendencją do przesadzania można się spotkać w przypadku dowolnej czynności. Samo granie określają jedynie jako sposób na rozerwanie się po stresującym dniu i chwilową ucieczkę od codziennych problemów. Mam podobne przemyślenia. Idąc tym tropem, za uzależnienie można by uznać także czytanie książek. Idealnie wpisują się one w mechanizm radzenia sobie ze stresem poprzez ucieczkę w świat wykreowany przez pisarza. Ponadto znam osobę, która czyta na okrągło. Nikt nie mówi jednak, że jest to uzależnienie.

Brak komentarzy do artykułu - Twój może być pierwszy!